Północny wschód na pieszo: Wspinaczka na Fort Capois i szczyt Sarazin

Wśród aury porannych mgieł.

Więcej zdjęć dostępnych na Flickr !

1. Fort Capois. 05.12.2014

Wyjeżdżamy z Sainte-Suzanne o 6.30, odbieramy naszego przewodnika i kubek gorących, świeżo prażonych orzeszków, którymi zajadamy się w drodze do Fort Capois – tego samego szczytu, którego jako bazę używał legendarny Charlemagne Péralte. Tej samej góry na której został zdradzony oraz zabity prawie 100 lat temu podczas inwazji USA na Haiti. Jedziemy wyboistą, żwirową drogą poprzez Cotelette i dalej, razem około 11km do początku naszego szlaku. To trudny, stromy start naszej wspinaczki do celu, czyli szczytu, który widzimy w oddali na horyzoncie. Niezrażeni, rozpoczynamy wspinaczkę. Po drodze mijamy ogrody. Niektóre bardziej rozbudowane, inne mniej. Mijamy wiele intensywnie zielonych skwerków o takim rodzaju gęstej roślinności, która powinna występować w całym Haiti. Byłoby tak, gdyby nie systematyczne wycinanie drzew na opał oraz przygotowywanie ziemi pod rolnictwo. Nasz cel znajdujący się na górze płata figle naszym oczom. Przewodnik tłumaczy nam, że ani ten szczyt, który widzimy, ani kolejny, tylko ten trzeci -najwyższy jest celem naszej podróży. Kontynuujemy naszą drogę w stronę szczytu! Mijamy również kilka wiejskich domków i rodzin, machając do tych, którzy obserwują naszą wspinaczkę. Będąc na szczycie poświęcamy chwilę aby dobrze poznać postać haitańskiego bohatera, dla którego ta góra tak wiele znaczyła.

Charlemagne, Péralte – (1886 – 1919) – legendarny, haitański przywódca partyzancki, który przeciwstawiał się inwazji USA na Haiti w 1915. Peralte pochodzi z miasta Hinche, zlokalizowanego w centrum Haiti, ale podczas okupacji USA stacjonował w Leogane, pracując jako szef wojska w mieście. Kiedy odmówił poddania się obcym wojskom, zrezygnował ze swojego stanowiska i wrócił do rodzinnego miasta, gdzie dwa lata później został aresztowany za nieudany atak na posterunek żandarmerii. Chociaż został skazany na 5 lat pozbawienia wolności, uciekł z niewoli i zebrał grupę nacjonalistycznych rebeliantów, aby rozpocząć wojnę partyzancką przeciwko amerykańskim wojskom. Wojska Péraltego nazywane „Cacos” (nazwa upamiętniająca partyzanckie wojska haitańskie z XIX wieku) stwarzały tak duże zagrożenie dla USA, że najeźdźcy zostali zmuszeni do wzmocnienia kontyngentu US Marine na Haiti i do zwalczania partyzantów zaangażowali samoloty. Przez pewien czas Péralte prowadził skuteczną wojnę przeciwko USA. Udało się nawet ustanowić rząd tymczasowy w północnej części kraju. Został jednak zdradzony i zamordowany przez jednego ze swoich generałów. Żołnierze Marines chcąc zniechęcić innych do podobnych powstań, zrobili z Péralte przestrogę dla innych, robiąc zdjęcie jego ciała przywiązanego do drzwi i rozpowszechniając je na obszar całego kraju. Péralte pozostaje jednak haitańskim bohaterem; jego podobiznę można zobaczyć na haitańskich monetach wydanych przez rząd Aristide w latach 90. Szczątki Péralte zostały odkopane po zakończeniu amerykańskiej okupacji w 1935 roku, a obecnie znajdują się w Cap-Haitien.

Słuchając historii o Péralte oraz historii walki o Haitańską niepodległość, ruszyliśmy ponownie szlakiem, pozostawiając jego północną górską bazę oraz miejsce jego zgonu. Nasza podróż powrotna przebiegła bez specjalnych atrakcji może poza przystankiem na pyszne pomarańcze otrzymane od pobliskiego rolnika. Świetna i bardzo przydatna przekąska!

At the start of the trail
Na początku szlaku
beautiful views
Piękne widoki
The mountain rambles in the North-East just keep getting better!
Górskie wycieczki na północnym wschodzie są coraz lepsze!

2.  Pique de Sarazin (Szczyt Sarazin). 14.12.2014

Wyjechaliśmy około 7:30; w końcu jest niedziela. Przed nami niewiele drogi, bo od centrum Sainte – Suzanne do rozpoczęcia naszego szlaku jest około 1km. Z poprzedniego wypadu na Fort Capois nauczyliśmy się, że należy wcześniej zaopatrzeć się w przekąski, większą ilość wody oraz w plecak, aby to wszystko w czymś nosić… no i wszyscy tym razem mają na sobie długie spodnie. Na samym początku szlaku w tle słyszymy wodospad, oraz widzimy rzekę, która kieruje się w stronę wioski. Nasza wycieczka rozpoczyna się schodzeniem z górki; to tylko chwilowe ułatwienie, ponieważ przed nami wiele wspinania. Po drodze nasz szlak dosyć często przecina rzekę. Czasami trafiamy na polany, na których obiecujemy, że kiedyś zrobimy sobie piknik. Od czasu do czasu idziemy w gąszczu rozgałęzionych drzew. Przechodzenie przez rzekę czy strumyk możemy nazwać swego rodzaju zbawieniem – niektórzy turyści pochylają się, aby przemyć sobie ręce i twarz; inni zdejmują buty, aby poczuć przyjemną zimną wodę na swoich stopach. Jeszcze inni dobierają kroki tak, aby przedostać się po kamieniach na drugi brzeg mniej lub bardziej suchym. Nasza droga trwa dalej, wijąc się pod górę. Będąc w centrum Sarazin przypadkowo spotykamy dwóch lokalnych mężczyzn, którzy godzą  się poprowadzić nas na szczyt góry. Idąc dalej, mijamy wielu mieszkańców zmierzających w przeciwnym kierunku na mszę. Po każdym spotkaniu w naszych uszach dzwoni „bonjou” i „pa pi mal”. Jeszcze trochę stromej wspinaczki i dochodzimy do niewielkiego płaskowyżu, z którego rozciąga się wspaniały widok na dolinę oraz Trou-du-Nord na horyzoncie.

Wspinamy się jeszcze wyżej. Podczas zbaczania ze szlaku aby przedrzeć się przez wzgórze nasze narzekanie zamienia się w protesty (gdyż idziemy scieżką dla kóz). Prawie jesteśmy już na szczycie ale niestety kilka bananowców i rosnących słodkich ziemniaków zostaje zdeptanych podczas naszego marszu. Przewodnik zatrzymuje nas ruchem ręki. Najpierw musimy złożyć hołd duchom, które utrzymują tę górę, poprzez zaoferowanie wody i zaśpiewanie specjalnej piosenki. Będąc na szczycie zauważamy mały okrąg z głazów; potencjalne miejsce do odprawiania ceremonii vodou. Schodzimy z góry innym szlakiem, nawiasem mówiąc, bardzo stroma alternatywa. Kilka odcinków trasy pokonujemy zjeżdżając na tyłkach, śmiejąc się przy tym jak dzieci. Ach jaką przyjemność sprawia ubrudzenie siebie! Czuję się jakbym znowu była na nartach w Górach Skalistych  i utknęła na trudnym szlaku zjeżdżając od boku do boku przy 70-stopniowym nachyleniu… i zbierając przy tym sporo brudu. Więcej mgły, piękne widoki oraz szansa na przerwę i przekąskę ze świeżych grejpfrutów i bananów. Wkrótce potem natrafiamy na zbiór trzciny cukrowej. Kilka krzyków w stronę gór i właściciele pól z trzciną cukrową pozwalają nam na odrobinę słodkości. Z nieba pada mżawka, a my kontynuujemy naszą drogę, każdy ze swoją trzciną w dłoni. Odgryzamy duży kawałek, który pęka pod naciskiem zębów. Żujemy, dalej żujemy, rozkoszujemy się słodkością, po czym spluwamy resztki. Słodka, niechlujna, najlepsza przekąska na pobyt w górach. Mżawka zamienia naszą ścieżkę w błotnistą i bardziej śliską drogę. W sumie to prosty schemat: idziesz, ślizgasz się i tak w kółko. W końcówce naszego szlaku znowu rozkoszujemy się przeprawami przez rzekę. Powracamy do Sarazin, świadomi, że przed nami jeszcze trochę wędrówki zanim dotrzemy do Sainte-Suzanne. Po drodze wykonujemy kilka telefonów… chcemy mieć pewność, że lunch jest już w drodze. W końcu już po 12.

Already well into our hike, entering the town centre of Sarazin
Wchodzimy do centrum Sarazin
Looking down into the valley and Trou-du-Nord
Spoglądamy w dół na dolinę i Trou-du-Nord
Navigating through the mists!
Nawigacja przez mgłę!
Advertisements

One Comment Add yours

  1. J&R Szewczyk says:

    Cześć Kasia !

    No, nieźle i ciekawie !

    Jeszcze parę tekstów I przyjęcie do Związku Literatów murowane.

    Hemingway będzie miał konkurencję. Też zaczynał od reportaży aż w końcu napisał „Komu bije dzwon”.

    Ściskam.

    Tata.

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s